Moja przygoda z Hiszpania zaczela sie jak wsiadlam do samolotu. Dziwne bylo to uczucie jak samolot ruszyl by uniesc sie i pofrunac jak ptaki nad ziemia wysoko. Moment startu byl mi znajomy, poniewaz latalam juz jako dziecko, ale teraz bylo inaczej, bardziej swiadomie i z poczatku bardzo przyjemnie.
Patrzylam na nasza planete z gory, bedac nad chmurami gdzie slonce swieci mocniej. Zmiana cisnienia jednak byla odczuwalna i uspila mnie na troche. Gdy sie obudzilam wciaz lecielismy i strasznie mi sie dluzyly te 3 i pol godziny, i nie czulam sie za dobrze, myslalam tylko o tym by znalezc sie juz na ziemi. Ladowanie bylo momentami przyjemne, chociaz szybko tracilismy wysokosc wiec cisnienie bylo naprawde nie przyjemne. Gdy kola samolotu dotknely plyty lotniska, wszyscy zaczeli klaskac i powoli kierowac sie do wyjscia. Przy wyjsciu stalo dwoch chlopakow z zalogi, ktorym podziekowalam, gdyz byli bardzo mili. Mijajac prog samolotu poczulam niesamowite cieplo, nie bylo goraco, ale odrazu poczulam ze jest zupelnie inne powietrze niz te ktore do tej pory znalam. Usmiechnelam sie do siebie, gdyz poczulam sie ogromnie szczesliwa. Pierwsze so ujzalam to ogromna przestrzen w kolorach cieplych- brazy, zolcie, czerwienie- oraz palmy.
Wieczorem wyruszylam przywitac sie z miastem do ktorego przylecialam, przywitac sie z Alicante. Spacerowalam przy porcie, by zobaczyc plaze, chociaz bylo ciemno, nie mialo to wiekszego znaczenia. Nastepnie kierowalam sie do starej czesci miasta. Pelno malych uliczek, stare kamieniczki z malymi balkonikami, na srodku prawie kazdej uliczki stoja stoliki przy ktorych siedzi pelno ludzi i je ostatni posilek ok godziny 21/22. Ludzie sa bardzo roznorodni, i wcale nie tacy glosni jak sie tego spodziewalam. Exsplanada to miejsce ktorym przeszlam sie wracajac do miejsca w ktorym sie zatrzymalam-kawalek za miastem, nazywa sie San Vicente del Raspeig. Na koncu Explanady znajduje sie park w ktorym rosna niesamowite stare, wielkie drzewa,Figowce (Ficus), ktore pokochalam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz